Kronika

 

Spotkanie integracyjne ZSzP nad Biebrzą 6-8 czerwca 2014

Korzystając z miłego zaproszenia p. Łukasza Łapińskiego, Prezesa Oddziału ZSzP w Białymstoku, w piątek 6 czerwca po południu przyjechaliśmy wraz z naszym wnukiem Pawłem do pensjonatu pp. Kramkowskich „Baranówka” w Dawidowiźnie koło Goniądza. Pensjonat-dworek otoczony kwiatami, gospodarze przemili, od pokoleń rodem z tej ziemi, opowiadający o jej historii.

W pensjonacie zastaliśmy już pp. Irenę i Jerzego Żenkiewiczów z Torunia. Wkrótce dołączyli do nas  panowie Łukasz Łapiński i Krzysztof Hryniewicz z Oddziału Białostockiego ZSzP.

Nasza gospodyni, pani Marianna Kramkowska, ujawniła talenty kulinarne, podając na kolację tradycyjne dania  kuchni polskiej, które w jej wydaniu okazały się przepyszne.

Po kolacji wybraliśmy się na spacer do odległego o kilka kilometrów Goniądza. Wróciliśmy już po zmroku, a przedtem mieliśmy okazję podziwiać zachód słońca nad bagnami nadbiebrzańskimi, skąd dobiegały donośne  głosy układających się do snu ptaków. W międzyczasie do Dawidowizny dojechali kolejni uczestnicy spotkania, tj. Michał Niemirowicz-Szczytt wraz z Anną Romiszewską oraz Hubert Massalski.

Następnego dnia, w sobotę rano, powędrowaliśmy ścieżką ekologiczną nad bagnami, która biegnie wzdłuż  ruin umocnień wojskowych. 

Przed obiadem zjechała szlachta z Warszawy z Prezesostwem ZSzP Henrykiem i Mają Grocholskimi, rodziną pp.  Małachowskich oraz rodziną pp. Plewaków.

Po obiedzie pojechaliśmy w górę Biebrzy do Dolistowa, gdzie czekały na nas kajaki. Żar lal się z nieba, a przed nami blisko 4 godziny spływu rzeką bez odrobiny cienia.

Kajaków starczyło dla siedmiu osad, Łukasz Łapiński i Kaj Małachowski dostali canoe. Oj, nie byli z tego zadowoleni. W przewidywanym czasie  dopłynęliśmy do mostu w Goniądzu - z pęcherzami na rękach i spieczonymi odkrytymi powierzchniami ciała, ale szczęśliwi. Kto nie miał wody na kajaku, gonił po picie do pobliskiego sklepu w Goniądzu.

Po powrocie do pensjonatu  czekało nas spotkanie przy ognisku i jedzonko z grilla, poprzedzone chłodnikiem podlaskim, z opiekanymi młodymi ziemniakami. Wypiliśmy po kieliszku wspaniałej nalewki pigwowej przywiezionej przez pp.  Żenkiewiczów, było też piwo Łomża na miodzie gryczanym. Na zakończenie wieczoru towarzystwo zasiadło do gry planszowej wydanej przez IPN pt. „Zakupy w PRL-u”. Nie omieszkam nadmienić, że wygrał nasz wnuk, Paweł Kopeć.

Następnego dnia, w niedzielę 7.06, trzeba było się zmobilizować, aby o godz. 8 rano być na mszy św. w kościele w Goniądzu, potem zjeść śniadanie, a następnie stawić się o godz. 10  przed bramą twierdzy w Osowcu. Trudno było, ale jakoś się pozbieraliśmy. Oprowadzał nas  p. Worona, przewodnik z filmowymi wąsami, który od razu  z naszych chłopców uczynił swoje „przyboczne wojsko”. My dorośli również bawiliśmy się doskonale.

Twierdza Osowiec została zbudowana w XIX w. przez carów  w pobliżu granicy z Prusami, biegnącej przez pobliskie Prostki. Obecnie twierdzą tą opiekuje się towarzystwo rekonstrukcji wojskowych wydarzeń i miłośników fortyfikacji. Stoi tu też niewielki garnizon.

 

Po powrocie znowu smaczny obiad, po którym pożegnaliśmy gościnnych Gospodarzy i całe miłe towarzystwo.

Wracaliśmy, syci wrażeń, „carską drogą” przez Park Narodowy Doliny Biebrzy do Strękowej Góry, gdzie w dniach 7-10 września rozegrała się bitwa pod Wizną. Chcieliśmy tam znaleźć bunkier kapitana Raginisa, przegapiliśmy jednak to miejsce. Obrona Wizny była jednym z najbardziej bohaterskich, lecz jeszcze do niedawna mało znanych epizodów II wojny światowej.

Jadwiga Kopeć, Oddział Gdański ZSzP

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com